Przewodnik po znaku Wellywood
Czy znak Wellywood faktycznie mówi 'Wellywood'?
Nie. Wcześniejsza propozycja budowy znaku z napisem 'WELLYWOOD' została odrzucona w 2011 po sporze o znak towarowy z Hollywood Sign Trust. To, co ostatecznie zbudowano, na zboczu wzgórza w pobliżu Lotniska Wellington, mówi 'WELLINGTON' tą samą hollywoodzką czcionką — lokalni i odwiedzający nadal nazywają to znakiem Wellywood z przyzwyczajenia.
Znak, który nie mówi tego, jak wszyscy go nazywają
Zapytaj większość mieszkańców Wellington o „znak Wellywood”, a bez wahania wskażą ci zbocze wzgórza w pobliżu lotniska. Pokaż im zdjęcie tego, co faktycznie na nim napisane, a niemało z nich będzie zaskoczonych: mówi „WELLINGTON”, nie „WELLYWOOD”. To jedna z bardziej zabawnych lokalnych ciekawostek w historii dziedzictwa filmowego miasta, i warto zrozumieć pełną historię, zanim wybierzesz się go szukać, ponieważ sam znak to dość skromna przydrożna ciekawostka, a nie duża atrakcja — historia za nim jest naprawdę bardziej interesująca niż sam obiekt.
| Gdzie | Zbocze wzgórza w pobliżu lotniska Wellington, po stronie Miramar |
| Koszt | Za darmo — bez biletu, bez dedykowanego punktu widokowego |
| Potrzebny czas | 15-20 minut na dedykowany przejazd |
| Dojazd | Widoczny z przylatujących/odlatujących samolotów lub podczas przejazdu wokół Lyall Bay |
| Najlepszy czas | Poranne lub popołudniowe światło pod niskim kątem na zdjęcia |
Skąd wziął się cały pomysł
By zrozumieć, dlaczego propozycja wywołała takie zamieszanie, pomaga wiedzieć trochę o oryginalnym znaku Hollywood. Ten zabytek Los Angeles zaczął życie w 1923 jako „HOLLYWOODLAND”, reklama osiedla nieruchomości na zboczu wzgórza nad miastem, i został skrócony do „HOLLYWOOD” i przywrócony jako stały symbol obywatelski dopiero dekady później, w latach 70.
Od tego czasu Hollywood Chamber of Commerce, a później Hollywood Sign Trust, aktywnie chroni nazwę, wizerunek i typografię znaku jako cenną własność intelektualną — jest licencjonowana na towary, użytek filmowy i reprodukcje, a Trust dość ściśle pilnuje nieautoryzowanego użycia, biorąc pod uwagę, ile ta nazwa jest warta komercyjnie. Propozycja Wellington z 2010, by zbudować znak „Wellywood” w tym samym charakterystycznym stylu blokowych liter, na zboczu wzgórza z widokiem na międzynarodowe lotnisko, a nie odległym, niewyróżniającym się lokalnym rezerwacie, zawsze miała przyciągnąć uwagę organizacji z historią bronienia dokładnie tego rodzaju podobieństwa wizualnego i nazewniczego.
Odrzucona propozycja
Wracając do 2010, Międzynarodowe Lotnisko Wellington zaproponowało wzniesienie dużego znaku literującego „WELLYWOOD” na wzgórzu nad pasem startowym, w tym samym białym stylu blokowych liter co słynny znak Hollywood w Los Angeles — bezczelne mrugnięcie do rosnącej reputacji miasta jako centrum produkcji filmowej dzięki Weta Workshop i trylogii Władcy Pierścieni. Propozycja napotkała prawdziwy sprzeciw, i to nie tylko od lokalnych oponentów zaniepokojonych wizualnym zanieczyszczeniem zbocza wzgórza. Hollywood Sign Trust, który zarządza prawami do znaku towarowego związanymi z oryginalnym znakiem Los Angeles, formalnie sprzeciwił się użyciu nazwy i stylu tak bezpośrednio pochodnego od własnego zabytku. W obliczu tej presji obok lokalnych sprzeciwów planistycznych, Rada Miasta Wellington odrzuciła propozycję „Wellywood” w 2011, a firma lotniskowa ją wycofała.
Lokalna reakcja w tamtym czasie była mieszana, a nie jednolicie negatywna. Niektórzy mieszkańcy i właściciele firm lubili żartobliwe mrugnięcie do rosnącej reputacji przemysłu filmowego miasta i widzieli sprzeciw dotyczący znaku towarowego jako przesadną reakcję znacznie większej, bogatszej organizacji czepiającej się nieszkodliwego żartu małego miasta.
Inni byli naprawdę niezachwyceni znakiem niezależnie od sporu o nazewnictwo, argumentując, że duży, wyglądający przemysłowo znak na skądinąd zielonym zboczu wzgórza nie był poprawą krajobrazu, cokolwiek by mówił, i że reputacja filmowa Wellington nie potrzebowała dosłownego drogowskazu, by być zrozumiałą dla każdego, kto przyjrzał się związkowi miasta z Weta Workshop i trylogią Władcy Pierścieni. Ta ukryta debata o tym, czy miasto w ogóle potrzebowało tego rodzaju oznakowania, przetrwała sam spór o znak towarowy, i jest częścią powodu, dla którego ostateczny kompromis — zachowanie formatu, ale zmiana słowa — nie zadowolił niemal nikogo całkowicie, mimo że i tak poszedł do przodu.
Co powstało zamiast tego
Zamiast całkowicie porzucić pomysł, lotnisko później wzniosło znak w tym samym stylu wizualnym — duże, białe, blokowe wielkie litery na zboczu wzgórza — ale mówiący „WELLINGTON”, zamiast spornego „WELLYWOOD”. Zachował wizualny żart (hollywoodzki znak witający przylatujące loty), unikając całkowicie sporu o znak towarowy, ponieważ nie ma nic, przeciwko czemu można by się sprzeciwić w mieście nazywającym samo siebie. Znak znajduje się na wzgórzu nad Lotniskiem Wellington, widoczny dla sporej liczby przylatujących i odlatujących lotów na jasnych podejściach, i stał się drobnym, ale prawdziwym elementem lokalnego kolorytu — lokalni nadal nieformalnie nazywają go znakiem Wellywood, nawyk, który utrzymał się z oryginalnej, bardziej kontrowersyjnej propozycji, mimo że sam napis się zmienił.
„Wellywood” jako pseudonim, osobno od znaku
Dodając kolejną warstwę do zamieszania, „Wellywood” przetrwał jako nieformalny pseudonim dla przemysłu filmowego Wellington w lokalnych mediach i swobodnej rozmowie, całkowicie osobno od tego, co faktycznie mówi znak na zboczu wzgórza. Nadal zobaczysz ten termin używany w nagłówkach gazet i marketingu turystycznym odnoszącym się do szerszej reputacji produkcji filmowej miasta — Weta Workshop, studia, związek z Władcą Pierścieni — mimo że dosłowny znak, którego szukają odwiedzający, mówi „WELLINGTON”. Jeśli czytałeś gdzieś termin „Wellywood” przed przyjazdem i spodziewałeś się znaleźć znak z tym dokładnym słowem na zboczu wzgórza, ten przewodnik to miejsce, które wyjaśnia, dlaczego go nie znajdziesz. Pseudonim przetrwał konkretną propozycję, która go zainspirowała, co jest dość powszechnym wzorcem z bezczelnymi obywatelskimi pseudonimami ogólnie — mają tendencję nieformalnie się utrzymywać długo po tym, jak dosłowna rzecz, która je zrodziła, poszła dalej lub się zmieniła.
Gdzie go zobaczyć
Znak znajduje się na zboczu wzgórza blisko Lotniska Wellington, po stronie półwyspu Miramar pasa startowego, i najłatwiej go zobaczyć albo z przylatującego lub odlatującego lotu na właściwym podejściu, albo z pewnych punktów widokowych wokół Lyall Bay i dróg otaczających lotnisko, jeśli podróżujesz samochodem. Nie jest ustawiony jako formalny punkt widokowy z parkingiem i oznakowaniem, tak jak byłaby prawdziwa atrakcja dla odwiedzających — to przydrożna ciekawostka, którą dostrzegasz mimochodem, a nie destynacja z własnymi udogodnieniami, a większość odwiedzających widzi ją albo z okna samolotu, albo jako krótki przystanek, eksplorując Miramar szerzej. Na najlepsze zdjęcie, poranne lub późnopopołudniowe światło pod niskim kątem lepiej wyławia białe litery na tle zbocza wzgórza niż częste pochmurne warunki Wellington, które inaczej mogą sprawić, że znak wydaje się płaski i trudny do wyraźnego rozróżnienia z odległości.
Dobre spojrzenie: przylot kontra dedykowana jazda
Pojedynczy najłatwiejszy sposób na zobaczenie znaku jest pasywny — wiele lotów do Lotniska Wellington w pogodny dzień przelatuje wystarczająco blisko zbocza wzgórza, by pasażerowie przy oknie mogli go dostrzec bez żadnego dodatkowego wysiłku, szczególnie na podejściach z północy lub zachodu. Jeśli chcesz bardziej celowego spojrzenia, lub porządnego zdjęcia, zamiast przelotnego rzutu oka z 30 000 stóp, przejechanie przez drogi wokół Lyall Bay i obwodnicy po stronie Miramar lotniska daje kilka punktów widokowych, choć żaden z nich nie jest formalnie oznaczony jako obszar widokowy. Zaplanuj piętnaście do dwudziestu minut na dedykowany przejazd, jeśli robisz to jako samodzielną aktywność, zamiast wpasowywać ją w transfer lotniskowy czy szerszą wizytę w Miramar — naprawdę nie ma dużo więcej do zobaczenia, gdy już znajdziesz czystą linię wzroku, więc to nie przystanek, który korzysta z zatrzymywania się dłużej.
Łączenie z innymi punktami widokowymi Wellington
Jeśli widoki ze zbocza wzgórza i okazje fotograficzne to to, czego szukasz, znak to drobna ciekawostka w porównaniu z bardziej znaczącymi punktami widokowymi Wellington. Mount Victoria i jego punkt widokowy na szczycie dostarczają naprawdę panoramiczny widok na port, a przewodnik po najlepszych widokach w Wellington zaokrągla pełniejszą listę punktów widokowych w całym mieście, z których większość oferuje znacznie więcej nagrody wizualnej na spędzoną minutę niż znak na zboczu wzgórza lotniska. Fotografowie budujący dedykowany plan fotograficzny Wellington powinni traktować znak jako jeden szybki, oryginalny dodatek wśród kilku silniejszych opcji, a nie sztandarowy przystanek — zestawienie najlepsze miejsca na Instagram w Wellington omawia bardziej satysfakcjonujące punkty widokowe głębiej, jeśli to twój główny cel na dany dzień.
Czy warto poświęcić specjalną wyprawę?
Bądźmy uczciwi co do tego: nie, nie samą w sobie. Sam znak, gdy już go zobaczysz, jest dokładnie tym, na co brzmi — duże białe litery na wzgórzu, łagodnie zabawne, biorąc pod uwagę historię, ale nie znaczące doświadczenie wizualne w sposób, w jaki byłby prawdziwy punkt widokowy czy zabytek. Znacznie lepiej potraktować go jako pięciominutowy dodatek do szerszej wizyty w Miramar — połączony z Weta Workshop, przystankiem w dzielnicy filmowej Miramar szerzej, lub po prostu dostrzeżony z twojej taksówki czy wynajętego samochodu w drodze na lotnisko lub z niego — niż dedykowana destynacja.
Odwiedzający gonący za najlepszym widokiem lotniczym znaku i otaczającego wybrzeża razem czasem łączą to z lotem widokowym;
lot widokowy helikopterem nad portem
obejmuje ten odcinek wybrzeża z powietrza, choć dostrzeżenie konkretnie znaku nie jest gwarantowane jako część jakiejkolwiek konkretnej trasy lotu.
Łączenie z szerszym dniem fotograficznym po Wellington
Jeśli napis jest jednym przystankiem w większym dniu skupionym na fotografii, a nie celem samym w sobie, dobrze wpasowuje się obok sesji o wschodzie lub zachodzie słońca na Mount Victoria i odcinka spaceru nad promenadą, dając zróżnicowany zestaw zdjęć w ramach jednej wycieczki. Fotografowie przechodzący przez nasz przegląd najlepszych miejsc na Instagram w Wellington często traktują napis jako szybki, nietypowy finał dnia, który zaczął się od bardziej znaczących tematów, a nie centralny punkt trasy. Ponieważ nie wymaga rezerwacji ani opłaty wstępu, naprawdę łatwo go wpasować gdziekolwiek na trasie, zamiast planować konkretnie wokół niego.
Włączenie go w transfer lotniskowy
Ponieważ napis znajduje się blisko lotniska Wellington, najbardziej efektywnym sposobem, by go zobaczyć, jest często zrobienie tego w ramach transferu, a nie dedykowanej wycieczki. Jeśli prowadzisz sam do lub z Miramar — Weta Workshop lub dzielnica filmowa sąsiadująca z Wellywood — poprowadzenie trasy obok dróg przy lotnisku po drodze dodaje tylko kilka minut. Podróżni z napiętym harmonogramem przylotu lub odlotu nie powinni wliczać dodatkowego czasu specjalnie na to; traktuj każde zobaczenie napisu jako bonus, a nie coś do gonienia, jeśli Twój transfer już mocno trzyma się czasu lotu.
Kierowcy taksówek i przewozów na żądanie wykonujący kurs na lotnisko są zazwyczaj chętni wskazać napis, jeśli o to poprosisz, ponieważ to znana lokalna ciekawostka, którą większość kierowców w Wellington potrafi znaleźć bez nadkładania drogi. To chyba najmniej wymagający sposób, by go zobaczyć, ze wszystkich opisanych tutaj opcji — bez planowania, bez osobnego przystanku, tylko prośba podczas transferu, który już i tak odbywasz, i nie kosztuje nic ponad opłatę, którą już płacisz za sam przejazd.
Co czasem odwiedzający rozumieją źle
Zaskakująca liczba odwiedzających przyjeżdża, spodziewając się dużego, podświetlonego zabytku na skalę oryginalnego napisu Hollywood, i jest lekko rozczarowana, znajdując skromną instalację na zboczu wzgórza, całkowicie bez infrastruktury turystycznej. Inni zakładają, że „Wellywood” i przydomek związany z dziedzictwem filmowym to to samo co fizyczny napis, i są zdezorientowani, gdy lokalny mieszkaniec wspomina „Wellywood” w kontekście niemającym nic wspólnego z literami na wzgórzu. Znajomość obu tych rzeczy z wyprzedzeniem — skromny obiekt, osobny przydomek — ustawia realistyczne oczekiwania, zanim wyruszysz na poszukiwania.
Mniejsza, ale naprawdę powszechna pomyłka: niektórzy odwiedzający szukają napisu, używając samego słowa „Wellywood”, i spodziewają się dokładnie tej pisowni na wzgórzu, po czym czują, że trafili w złe miejsce, znajdując zamiast tego „WELLINGTON”. Całym celem tego przewodnika jest uprzedzenie tej konkretnej pomyłki, zanim się wydarzy na miejscu, najlepiej z zasięgiem telefonu i mapą, a nie po fakcie.
Próby znaków na zboczu wzgórza innych miast
Wellington nie jest jedynym miastem, które flirtowało z hollywoodzkim znakiem na zboczu wzgórza jako elementem brandingu obywatelskiego, a ogólny wzorzec gdzie indziej był podobny: początkowa bezczelna propozycja, jakaś forma odrzucenia (czy to bezpośrednio od Hollywood Sign Trust, czy od lokalnych oponentów), i albo znacząca przebudowa, albo całkowite porzucenie pomysłu. To przydatne przypomnienie, że „znak Hollywood, ale dla naszego miasta” to naprawdę powszechny impuls dla miejsc chcących zasygnalizować rosnącą tożsamość przemysłu rozrywkowego, i że bardzo niewiele z tych propozycji przetrwa kontakt z rzeczywistością w swojej oryginalnej, najbardziej dosłownej formie. Wersja Wellington jest niezwykła głównie w tym, że faktycznie została zbudowana, tylko z jednym kluczowym słowem zmienionym — większość podobnych propozycji gdzie indziej nigdy nie wychodzi poza etap planowania.
Mała, ale znacząca część charakteru Wellington
Jest coś kwintesencjonalnie wellingtońskiego w tej historii: ambitna, nieco bezczelna propozycja, prawdziwy międzynarodowy spór o znak towarowy, odrzucenie, a następnie kompromis, który zachował żart, usuwając istotę tego, co spowodowało konflikt w pierwszej kolejności — wszystko dla znaku, na który większość odwiedzających spojrzy przez dziesięć sekund z okna samochodu czy samolotu.
Pasuje to schludnie obok innych uczciwych, nieco samokrytycznych historii dziedzictwa filmowego miasta: Wellington nie zdołało zachować hollywoodzkiej nazwy, jaką chciało, ale zachowało pomysł, styl liternictwa i historię, co w dziwny sposób mówi więcej o relacji miasta z jego przemysłem filmowym, niż kiedykolwiek zrobiłby to dosłowny znak „Wellywood”. Po pełniejszy obraz tego, jak Wellington zbudowało swoją reputację przemysłu filmowego w pierwszej kolejności, zobacz lokacje filmowe Władcy Pierścieni w Wellington i przewodnik po dzielnicy filmowej Miramar.
Dlaczego ta historia jest wciąż opowiadana
Lokalni przewodnicy i operatorzy wycieczek filmowych mają tendencję poruszać historię znaku Wellywood nawet na wycieczkach, które nie mają z nim nic bezpośrednio wspólnego, i jest dobry powód: to zwięzła, łatwa do opowiedzenia anegdota, która uchwyca coś prawdziwego o tym, jak Wellington postrzega swój własny status przemysłu filmowego — dumne z tego, trochę bezczelne co do tego, ale nie na tyle pretensjonalne, by walczyć w drogiej, niemożliwej do wygrania bitwie o znak towarowy o jedno słowo.
Wpisuje się to obok szerszej historii tego, jak średniej wielkości stolica skończyła budując rekwizyty do Avatara i Igrzysk Śmierci (zobacz Weta i Hollywood: Avatar, Igrzyska Śmierci i dalej po ten pełniejszy łuk) bez pełnego przerobienia siebie na klon Hollywood. Jeśli jesteś na wycieczce z przewodnikiem po Miramar czy Władcy Pierścieni, a kierowca porusza tę historię bez zachęty, to normalne — to jedna z bardziej niezawodnie zabawnych lokalnych ciekawostek, jakie przewodnicy mają w zapasie na odcinek jazdy między bardziej znaczącymi przystankami.
Praktyczne uwagi
Nie ma biletu, godzin otwarcia ani dedykowanego parkingu do oglądania znaku — jest po prostu widoczny z pewnych punktów widokowych wokół lotniska i półwyspu Miramar, w zależności od pogody i kąta. Jeśli lecisz do lub z Wellington, obserwuj przy podejściu lub odlocie w pogodny dzień; jeśli jedziesz przez Miramar do Weta Workshop czy Roxy Cinema, krótki objazd w kierunku dróg przylegających do lotniska wystarczy, by go dostrzec bez dodawania znaczącego czasu do twojego dnia. Nie buduj specjalnej wyprawy wokół niego, i nie oczekuj wypolerowanej platformy widokowej — traktuj to jako mały, zabawny przypis do szerszej wizyty w Miramar czy transferu lotniskowego, co jest dokładnie rolą, w jakiej najlepiej się sprawdza.
Jeśli układasz listę dziwacznych, mało znanych rzeczy do wypatrywania podczas podróży do Wellington — rodzaj małego lokalnego szczegółu, który nie trafia na listę sztandarowych atrakcji, ale wynagradza ciekawskich podróżnych — znak Wellywood komfortowo pasuje obok innych mniej znanych miejsc opisanych w ukrytych perełkach Wellington. Nic nie kosztuje, by go poszukać, zajmuje niemal żadnego czasu, gdy już wiesz, gdzie skierować aparat, i daje naprawdę dobrą historię do opowiedzenia potem, co można argumentować, jest lepszym zwrotem z pięciu minut uwagi, niż potrafi dać większość atrakcji turystycznych.
Ustaw oczekiwania dokładnie na tej skali, a znak dostarczy niezawodnie: krótki, łagodnie zabawny przypis z naprawdę interesującą historią, wpasowany w większy dzień zbudowany wokół Weta Workshop, Roxy, czy po prostu transferu lotniskowego. Ustaw oczekiwania jakkolwiek wyżej — fotogeniczny zabytek wart zaplanowania specjalnej wyprawy wokół niego — a prawdopodobnie znajdziesz piętnaście minut jazdy i patrzenia nagrodzone dość zwyczajnym widokiem na jakieś duże białe litery na zboczu wzgórza. Historia jest tutaj atrakcją znacznie bardziej niż sam obiekt, a ten przewodnik istnieje głównie po to, by upewnić się, że usłyszałeś historię właściwie, zanim wybierzesz się szukać znaku, a nie po.
Najlepsze doświadczenia
Aktywności do rezerwacji z zweryfikowanymi cenami i natychmiastowym potwierdzeniem na GetYourGuide.